Aktualno¶ci

G³ówna Wyprawy Galeria Porady Ksiêga
   
Logowanie
Login: 
 
Has³o: 
 
Polecamy



Statystyki

Licznik odwiedzin: 148143
On-line: 2
Twój IP: 38.107.191.81
Generowanie: 0.002s.

>> Wyprawy >> Chorwacja
.
  • Dystans: 3365 km
  • Czas: 27 dni (start: 14.08.2004)
  • Kraje: Austria, Bo¶nia i Hercegowina, Chorwacja, Czechy, Polska, S³owacja, Wêgry
  • Uczestnicy: Tomasz D±browski, Jan Otop
  • Stara strona
  • Mapa
  • Polska

    Dzieñ 1 (14.07.2004)

    Z Sobótki wyjechali¶my w po³udnie. Kierunek - Paczków.

    Czechy

    Granicê przekroczyli¶my o 18.30 w Go¶cicach. Ognisko inauguracyjne;) 109 km.

    Dzieñ 2 (15.07.2004)

    Wstali¶my po 9. Deszcz. Wyjazd o 11.15. Tego dnia trzeba by³o przebiæ siê przez Hruby - Czeskie Sudety Wschodnie (prze³: +992, +759). Pada³o do po³udnia. Sumperk, Litovel. Poniewa¿ wyjazd siê opó¼ni³, minêli¶my zaplanowany wcze¶niej O³omuniec od zachodu. O 22.00 - sen. 103 km.

    Dzieñ 3 (16.07.2004)

    Pobudka o 7. Prostejov - przerwa. £adny rynek. Zaczê³y siê mêcz±ce "hopki". Czesi maj± dziwny zwyczaj - je¶li jest alternatywa budowania drogi dolin±, ¿eby amplituda wysoko¶ci by³a minimalna, prawie zawsze buduj± przez ¶rodek góry. Tak jakby kto¶ powiedzia³ - "Musimy po³±czyæ drog± te dwie miejscowo¶ci". No i ³±cz±. W linii prostej. Kierunek Hodonin.

    S³owacja

    O 19.30 byli¶my na granicy. Jechali¶my wzd³u¿ rzeki Morava. Nocleg pod miejscowo¶ci± Kopcany w lesie. Pomimo upa³u i wspomnianych czeskich dróg zrobili¶my 143 km.

    Dzieñ 4 (17.07.2004)

    Odt±d prawie zawsze wstawali¶my o 6.00. Jechali¶my drog± krajow± nr 2 przez Malacky (wzd³u¿ autostrady - ma³e natê¿enie ruchu). Skwar. O 12.30 byli¶my w Bratys³awie. Za granic± taniej jest wysy³aæ SMS-y z kafejek internetowych ni¿ z komórki - tak te¿ zrobili¶my. Poje¼dzili¶my po rynku. Teraz wszystko ³adnie (w zesz³ym roku by³ w remoncie). Z Bratys³awy do granicy z Wêgrami jest ¶cie¿ka rowerowa. Po drodze by³o jezioro z pla¿± nudystów. Przej¶cie Rusovice-Rajka.

    Wêgry

    Kierunek Papa. £adne miasteczka po drodze. Jechali¶my do 21. Wszystko piek³o i swêdzia³o. Na Wêgrzech (w Czechach i na S³owacji te¿) co kilka kilometrów stoj± wysokie s³upy zakoñczone du¿± metalow± kul±. Do dzi¶ nie wiem co to jest. Mo¿e piorunochrony? Spali¶my w ma³ym lasku obok wykopanego w ziemi pa¶nika dla dzików. Byli¶my zbyt zmêczeni, ¿eby szukac innego miejsca. Poza tym dziki boj± siê ludzi. 133 km.

    Dzieñ 5 (18.07.2004)

    Wêgrzy lubi± stawiaæ znaki "zakaz ruchu rowerów" w najmniej spodziewanych miejscach. Czêsto bez ¿adnej alternatywy. Z pocz±tku siê stosowali¶my, jednak po pierwszej próbie objechania "zakazanej drogi" okaza³o siê, ¿e przybli¿yli¶my siê do celu o 15 km robi±c 40 (nie wspomnê o czasie straconym na pytanie ludzi o drogê - nasza mapa, z racji odleg³o¶ci jakie pokonywali¶my nie by³a zbyt dok³adna - 1:750000). Potem postanowili¶my zakazy te ignorowaæ. Okaza³o siê, ¿e obowi±zywa³y one na odcinkach kilkukilometrowych co kilkadziesi±t (droga by³a takiej samej szeroko¶ci, natê¿enie ruchu podobne na ca³ym odcinku).
    Nadwyrê¿y³em ¶ciêgno Achillesa (mia³em siode³ko zbyt wysoko o 2 cm, przez co naciska³em koñcówk± stopy na peda³). Spali¶my za miejscowo¶ci± Papa, na ogromnej polanie, sk±d ³adny widok na zachodz±ce s³oñce (w ogóle na Wêgrzech s± niesamowicie du¿e "dzikie" przestrzenie na wyci±gniêcie rêki). 106 km.

    Dzieñ 6 (19.07.2004)

    Kierunek Balaton (celowo ominêli¶my Budapeszt - byli¶my tam w zesz³ym roku). Niesamowite pierwsze wra¿enie, gdy zje¿d¿ali¶my z pasma górskiego Bakony(+600) do jeziora. O 15.30 byli¶my w Balatonfüred. Tam okaza³o siê, ¿e za pole namiotowe musieliby¶my zap³aciæ 6000 forintów (nad Balatonem du¿e pola zrzeszaj± siê i wszêdzie ceny s± podobne). Znale¼li¶my ma³e, prywatne pole - 5-ciokrotnie tañsze (oprócz nas by³y tam tylko 3 osoby - z Warszawy). Pranie, prysznic, zupka chiñska i ruszyli¶my na wieczorne zwiedzanie miasta. ¦cie¿ka rowerowa wzd³u¿ pla¿y, molo, wystêp zespo³u indiañskiego. Tego dnia 113 km.

    Dzieñ 7 (20.07.2004)

    Jechali¶my wzd³u¿ jeziora w kierunku zachodnim (¶cie¿ka rowerowa). Po drodze zrobili¶my przerwê na k±piel (prawie wszystkie pla¿e s± p³atne). Spali¶my za miejscowo¶ci± Keszthley. Zanim roz³o¿yli¶my namiot (jakie¶ 2 min.) komary zd±¿y³y ugry¼æ mnie w kilkudziesiêciu miejscach. Widzieli¶my przez siatkê jak setki tych owadów próbowa³o dostaæ siê do namiotu. Nie rozbijali¶my tropiku - noc zapowiada³a siê pogodna. To by³ b³±d - w namiocie by³y 3 male dziurki. W nocy komary by³y w ¶rodku. W ogóle siê nie wyspali¶my. 130 km.

    Dzieñ 8 (21.07.2004)

    Niesamowity upa³. Dot±d my¶la³em, ¿e to Polska jest stolic± bociana - na Wêgrzech jest ich kilkakrotnie wiêcej. Kierowali¶my siê do przej¶cia w Letenye. Po drodze z³apa³em gumê (wymiana dêtki).

    Chorwacja

    Na granicy ³adne celniczki kierowa³y ruchem (w ogóle dziewczyny wêgierskie prawie tak ³adne jak Polki;-). Po stronie Chorwackiej trzeba by³o pokazaæ paszport. Celnicy niemili, cwaniaczki (chcieli,¿eby ka¿dy wiedzia³ kto tu "rz±dzi"), ale ¿adnych k³opotów z wjazdem. Tam te¿ spotkali¶my czwórkê rowerzystów z Francji (3 ch³opaków + 1 dziewczyna). Wracali z Budapesztu (Austria->Wêgry->Chorwacja->S³owenia->W³ochy->Francja, 4000 km w 1,5 m-ca). Okaza³o siê, ¿e - tak jak my - jad± do Zagrzebia, potem na pó³noc (my na po³udnie), zatem zdecydowali¶my, ¿e do stolicy Chorwacji pojedziemy razem (kilka zdjêæ znajduje siê na ich stronie internetowej http://tourdesalpes.free.fr). W jakiej¶ wiosce zatrzyma³ nas trochê ¶mieszny cz³owiek na skuterku. Zafundowa³ wszystkim po 2 kolejki lodów (mia³ zamontowan± przeno¶n± lodówkê). Ci±gle pokazywa³ na siebie i powtarza³ "Made in Albania".
    Wieczorem znale¼li¶my odpowiednie miejsce na nocleg, wspólnie zjedli¶my kolacjê i zaczêli¶my rozmawiaæ o odbytych podró¿ach, planach i do¶wiadczeniach. Zazwyczaj wstawali ok. 9 (¶piochy), ale nastêpnego dnia postanowili, ¿e obudz± siê razem z nami o 6. 117 km.

    Dzieñ 9 (22.07.2004)

    Widaæ by³o, ¿e nie s± przyzwyczajeni do tak wczesnego wstawania - my gotowi do wyjazdu byli¶my ju¿ o 6.20, oni natomiast o 7.20 koñczyli dopiero ¶niadanie. Wymienili¶my siê mailami i w koñcu wyruszyli¶my. Niestety o 9.00 trzeba by³o siê porzegnaæ - moje tylne ko³o zaczê³o dziwnie siê zachowywaæ (naprawa mog³a zaj±æ 5 min, mog³a te¿ trwaæ 2 h - nie chcieli¶my, ¿eby na nas czekali). Poluzowaly siê ¶ruby na konusach.
    W Zagrzebiu byli¶my o 14.30. Pó³nocna cze¶æ kraju to wielki plac budowy. Bardzo du¿o inwestycji. Po zakupach w pierwszym "Konzumie" (sieæ supermarketów) wydawa³o siê, ¿e jest dro¿ej ni¿ w Polsce - albo z³otówka stoi tu s³abo, albo w kantorze przy granicy kiepski kurs. Okaza³o siê, ¿e pewne produkty s± dro¿sze (np. ser z racji braku pastwisk) a pewne tañsze. Poza tym, wbrew pozorom, w ma³ych sklepach wiejskich by³o taniej ni¿ we wspomnianych supermarketach. G³ówne zabytki zwiedzali¶my do wieczora. Wyjechali¶my z miasta. Okaza³o siê, ¿e nie jest tak ³atwo o miejsce na nocleg. Spali¶my ko³o autostrady w polu kukurydzy. Do 1.50 komary nie dawa³y spaæ (potem pewnie by³y ju¿ najedzone). 118 km.

    Dzieñ 10 (23.07.2004)

    Wstali¶my wyj±tkowo o 8.30. Zaczê³y siê upa³y (35 stopni w cieniu). Zjechali¶my z drogi, ¿eby znale¼æ miejsce na posi³ek. Podbieg³ do nas pies i zacz±³ szczekaæ. Za nim przyszed³ m³ody Chorwat. Powiedzia³, ¿e mo¿emy zje¶æ u niego - zaprosi³ nas do domu przedstawi³ ¿onê i 3 miesiêcznego synka. Poczêstowa³ zimnym sokiem i miêtow± herbat±. Janek: "There are many words between Polish and Croatian which are similar". Chorwat: "Police? I don't like the police he he". W tej sytuacji nie wolno by³o siê ¶miaæ. Powiedzia³, które miejsca warto jest zobaczyæ, gdzie jest bezpiecznie i ¿e nie lubi± siê z Serbami (wojna domowa 1991-95). Odradza³ te¿ jazdê przez Bo¶niê i Hercegowinê - wcze¶niej zastanawiali¶my siê czy nie zahaczyæ o ten kraj. Na koniec podarowa³ mapê Chorwacji. Po¿egnali¶my siê.
    Kierunek Karlovac (tam muzeum wojskowe). W miejscowo¶ci Veljun Odbili¶my z g³ównej drogi na zachód. Na mapie by³a to bia³a droga i rzeczywi¶cie by³a bia³a - szutrowana. Ok. 17 podczas posi³ku rozpêta³a siê burza. Po jakim¶ czasie drzewa przesta³y chroniæ przed deszczem. Postanowili¶my zej¶æ w dolinê i spytaæ siê kogo¶ czy mo¿emy przeczekaæ np. na ganku. Schronili¶my siê w jedynym domu w okolicy, gdzie samotnie mieszka³a starsza Chorwatka. Porozmawiali¶my trochê po niemiecku, trochê po polsko-chorwacku (zadziwiaj±ca ilo¶æ s³ów brzmi podobnie - Chorwacja to s³owiañski naród). Deszcz ci±gle pada³ i nie zanosi³o siê, ¿eby do wieczora mia³ przestaæ. Babcia zaproponowa³a nocleg. Pokaza³a gdzie schowaæ rowery, gdzie bêdziemy spaæ. Nie chcia³a te¿ nic s³yszeæ o zap³acie. W³±czy³a radio z jak±¶ folklorystyczn± melodi± i zaczê³a parzyæ kawê przytupuj±c nog± w rytm muzyki. Widaæ by³o, ¿e rzadko j± kto¶ odwiedza. Wieczorem deszcz przesta³ padaæ. Zrobili¶my pranie w rzece i poszli¶my spaæ. 96 km.

    Dzieñ 11 (24.07.2004)

    Rano mg³a. Spakowali¶my siê, podziêkowali¶my, zrobili¶my pami±tkowe zdjêcie i pojechali¶my dalej. Ca³y czas jechali¶my szutrowan± drog±. Zaczê³a siê Chorwacja mniej turystyczna. Widaæ by³o ¶lady po wojnie - spalone, opuszczone domy z dziurami po kulach w ¶cianach. Przez kilkana¶cie kilometrów nie by³o ¿ywej duszy. Nagle na ¶rodku drogi zobaczyli¶my bramê z informacj± o poligonie wojskowym i zakazie wstêpu. By³a otwarta. ¯adnego stra¿nika (miejsca poligonów objête s± tajemnic± pañstwow±, dlatego nie by³o go na zwyk³ej mapie). Postanowili¶my jechaæ dalej. Po kilku kilometrach zaczê³y pojawiac siê dziwne tabliczki z trupi± czaszk± i ta¶my z napisami "mine". Potem wojskowe mosty nad rzekami, w których widaæ by³o poprzednie - wysadzone. Ca³y czas jechali¶my przez gêsty las i ani ¿ywej duszy. Ko³o drogi spalone samochody i porozrzucane cze¶ci wysadzonych czo³gów. Musia³ byæ to teren zaciêtych walk.
    Strasznie chcia³o siê piæ. By³ upa³. Wjechali¶my na polanê gdzie by³o z 10 czo³gów - wygl±da³y tak "¶wie¿o", jakby przed chwil± kto¶ sobie tu zaparkowa³ i poszed³ na piwo. Nawet czapki za³óg by³y zawieszone na lufach - pozak³adali¶my je i zaczêli¶my robiæ sobie zdjêcia. Po kilku kilometrach zobaczyli¶my wiêkszy budynek - baza wojskowa - czynna. Przejechali¶my obok - nikt nie zwróci³ na nas uwagi. Dopiero gdy drog± jecha³ samochód wojskowy, kierowca zatrzyma³ siê i spojrza³ z niewyra¼n± min±. Podeszli¶my i niewinnie spytali¶my "Do you speak english?" Nie mówi³. Pokaza³ tylko rêk± w kierunku wyj¶cia. Kiwnêli¶my g³ow± na znak, ¿e rozumieny i pojecha³.
    Janek wióz³ obie mapy Chorwacji (kupion± w Zagrzebiu i t± w prezencie) - zniknê³y. Musia³y wypa¶æ. Zawróci³, a ja schowa³em siê ko³o drogi i czeka³em. Niedaleko by³ kolejny sk³ad armat, czo³gów i wozów opancerzonych. Te¿ zdawa³y siê byæ na chodzie. Ju¿ z wiêksz± ostro¿no¶ci± szybko zrobi³em kilka zdjêæ. Janek wróci³ bez map (nie trzeba by³o kupowaæ nowej - na stacjach INA by³y za darmo). Zbli¿ali¶my siê do wyj¶cia z poligonu, gdzie by³ szlaban. Nigdy nie zapomnê min stra¿ników, gdy nas zobaczyli. No, wyje¿dza sobie dwóch turystów z samego ¶rodka pola minowego. My, jakby nic siê nie sta³o poprosili¶my o wodê pokazuj±c na puste butelki. Stra¿nik mówi³ co¶ o zakazie wstêpu - my, ¿e nie by³o, on - ¿e musia³ byæ, my - mo¿e, ale brama otwarta. Spojrza³, machn±³ rêk± i powiedzia³ "No problem". Dostali¶my wodê i zanim otworzyli szlaban demonstracyjnie wypili¶my na raz chyba po litrze. Trzeba by³o powstrzymaæ siê przez kilkadziesi±t metrów zanim wybuchnêli¶my ¶miechem. Dobrze, ¿e nie pytali co tam robili¶my. Pewnie nawet nie chcieli wiedzieæ. "Vojni Poligon E. Kvaternik".
    Ko³o drogi by³a niesamowicie czysta rzeka z niewielkimi wodospadami, gdzie mo¿na by³o siê wyk±paæ. Woda jak na rzekê - cieplutka. Potem zwiedzili¶my najs³ynniejszy Chorwacki Park Narodowy - Plitvièka jezera (16 jezior po³±czonych wodospadami - zabytek UNESCO). ¯yje tu nied¼wied¼ brunatny i wilk. Nocleg w bardzo wietrznej, malowniczej dolinie (zaczê³y siê prawdziwe Góry Dynarskie). W nocy obudzi³ nas deszcz i burza. W ekspresowym tempie roz³o¿yli¶my tropik. 107 km.

    Dzieñ 12 (25.07.2004)

    Przejechali¶my 44 km na czczo - czasem sklepy nie stoj± za ka¿dym rogiem. Tu wyra¼nie widaæ Chorwacjê biedniejsz±. Po drodze du¿o cmentarzy z nowymi nagrobkami. Ogromne pustkowia (kamienne pod³o¿e, nie nadaj±ce siê do upraw). Wakacje s± tu okresem godowym du¿ych koników polnych - na pocz±tku od ich "¶piewu" mo¿e rozboleæ g³owa g³owa, potem mo¿na siê przyzwyczaiæ. Sen ko³o jeziora Peruèko. 161 km.

    Dzieñ 13 (26.07.2004)

    Po krótkim, intensywnym podje¼dzie - 7 km zjazd. Klimat wyra¼nie zaczyna³ siê zmieniaæ (dziwne ro¶liny i drzewa - m.in. palmy). Za miejscowo¶ci± Vrogac, na prz³êczy tunel. Potem malowniczy zjazd do p³askiej jak stó³ doliny, gdzie ludzie uprawiali warzywa i owoce. Trudno by³o znale¼æ nocleg - wszêdzie, gdzie tylko kawa³ek równego terenu by³y domy albo pola uprawne (na nich ludzie). W koñcu rozbili¶my namiot za cmentarzem w miejscowo¶ci Stasevica. 142 km.

    Dzieñ 14 (27.07.2004)

    Zobaczyli¶my morze. Zacz±³ padaæ deszcz. Przeczekali¶my pod sklepem prawie do po³udnia. Lekko kropi³ - postanowili¶my jechaæ.

    Bo¶nia i Hercegowina

    Krótki (10 km) odcinek tranzytowy w drodze do Dubrovnika. Nic ciekawego.

    Chorwacja

    Po drodze na stacji benzynowej spotkali¶my dwóch Niemców - te¿ przyjechali tu na rowerach. O 17 byli¶my w Dubrovniku (miasto za³o¿one przez Rzymian w VII w. - zabytek UNESCO). W starszsej czê¶ci miasta - twierdzy niesamowity klimat. Uliczki wê¿sze ni¿ w Pradze. Specyficzne domy i niezliczone zabytki. Uliczni muzycy. Kolacjê zjedli¶my na skraju morza na ³awce gdzie kiedy¶ by³a fosa. W Dubrovniku zostali¶my do pó³ do pierwszej w nocy. Wyje¿d¿aj±c z miasta, na mo¶cie zacz±³ wiaæ silny wiatr. Zaraz potem zaczê³o padaæ. Jedyne miejsce gdzie mo¿na by³o siê schroniæ by³ "dach" (takie ¿aluzje ustawione poziomo - na nasze nieszczê¶cie projektant pewnie zak³ada³ schronienie przed s³oñcem, nie przed deszczem) przy wie¿y stra¿niczej za mostem. Mokli¶my prawie tak, jakby¶my stali na ¶rodku ulicy. Z suchutkiego ¶rodka stra¿nik patrzy³ tylko dziwnie, zadowolony pewnie, ¿e nie jest na naszym miejscu. Zaczê³o robiæ siê zimno. Przesta³o padaæ. Ruszyli¶my. Znale¶li¶my przy zje¼dzie z g³ównej drogi szutrowany odcinek z zakazem ruchu. ¦rodek tej drogi by³ jedynym p³askim terenem w okolicy. Rozbili¶my tu namiot zak³adaj±c, ¿e Chorwaci przestrzegaj± przepisów drogowych. O 2.30 sen. 130 km.

    Dzieñ 15 (28.07.2004)

    Do miejscowo¶ci Ploèe wracall¶my t± sam± drog± (je¶li kto¶ w przys³o¶ci zamierza jechaæ rowerem w Chorwacji wzd³u¿ wybrze¿a, polecam kierunek przeciwny do naszego - przewa¿aj± tu wiatry pó³nocno-zachodnie, my prawie ci±gle musieli¶my jechaæ pod wiatr). Po drodze wyk±pali¶my siê (3 h przerwa). Pla¿e s± kamieniste. Woda czysta, ciep³a i s³ona. Niewiasty opalaj± siê topless. Palmy. Morze i góry. No, fajnie tu. Po po³udniu tylne ko³o zaczê³o odmawiac pos³uszeñstwa. Znów ¶ruby na konusach (nie mia³em 17-tki, ¿eby skontrowaæ). Trochê zjecha³em gwint na o¶ce. By³a lekka centra i rafka trochê skrzywiona. Postanowi³em kupiæ nowe ko³o w najbli¿szym sklepie rowerowym.
    Wieczorem znale¼li¶my odpowiednie miejsce na nocleg (ci±gle by³y góry - o miejsce trudno). W Chorwacji ka¿da ¶cie¿ka gdzie¶ prowadzi. Przewa¿nie tam, gdzie s± ludzie. Zadowoleni, ¿e takie fajne miejsce z widokiem na o¶wietlony port w oddali, rozbili¶my namiot. Us³yszelismy szczekanie psa (jak pies to i cz³owiek). Widaæ by³o kontury postaci (by³o ciemno). Zapalilismy latarkê z zamiarem porozmawiania (najpierw po¶wiecili¶my po sobie, rowerach, namiocie). By³y dwie kobiety (jedna mówi³a po angielsku). Zapytali¶my czy mo¿emy tu spaæ. Powiedzia³a, ¿e minêli¶my jakie¶ pole namiotowe. Zgodzi³y siê jednak, uprzedzaj±c, ¿e w nocy mo¿e szczekaæ pies i nie wy¶pimy siê. Pies szczeka³ do pó¼na. Niestety, ma³e burki szczekaj± najg³o¶niej. 99 km.

    Dzieñ 16 (29.07.2004)

    Na stacji dowiedzieli¶my siê, ¿e najbli¿szy sklep rowerowy za 30 km w Makarska (nawet dwa - dobrze, konkurencja). Jankowi ³atana dentka zaczê³a puszczaæ (znajduj±c sklep mo¿na by³o upiec dwie pieczenie na jednym ogniu). Tam w EuroBike tanio kupi³em ca³e ko³o (169 kun), Janek dêtkê (16 kun i 90 lip). Na drzwiach by³a naklejka "Tax free" (mo¿na liczyæ na zwrot 22% ceny na granicy), jednak sprzedawca nie mia³ pojêcia co z tym fantem zrobiæ. Dzwoni³ gdzie¶ ale niczego sie nie dowiedzia³.
    O 17 zrobili¶my przerwê na darmowej pla¿y. W tych terenach miejscowi nie byli ju¿ tacy mili. Ani wody nie chcieli nabraæ w sklepie, ani nie pozwolili zrobic kupy w restauracji. Przed Splitem znale¼li¶my drogê w remoncie. Nie by³o innego miejsca, wiêc na asfalcie rozbili¶my namiot. W nocy trzeba by³o uwa¿aæ, ¿eby sobie zêbów nie wybiæ podczas obracania na drugi bok. 120 km.

    Dzieñ 17 (30.07.2004)

    Wstali¶my o 5.00. W Splicie (kolejny zabytek UNESCO) zjedli¶my posi³ek. Domy i uliczki jak w Dubrovniku. W Split Catedral (5 kun) by³y popiersia ¶wiêtych z kawa³kami ich czaszek za szybk±. £adny port, staro¿ytne budowle. Grupa 5 muzyków umila³a czas ¶piewaj±c a capella folklor chorwacki. Sen ko³o Sibenik. 124 km.

    Dzieñ 18 (31.07.2004)

    Sibenik (UNESCO). Spotkali¶my 2 rowerzystów - z Austrii i Ukrainy. Zwiedzili¶my miasto. Ko³o 14.30 przerwa na pla¿y przed Zadarem (chcia³em wy³owiæ muszelkê, nie mia³em maski, pod wod± by³o co¶ wiêkszego, ciemnego, chcia³em podnie¶æ - by³ to je¿owiec, w palec wbi³o siê kilka kolców, bola³o, ju¿ wiêcej nie szuka³em muszelek). W Zadarze zobaczyli¶my g³ówne zabytki. W chorwacji widzi siê du¿o policji. Dobrze. W tej czê¶ci kraju ju¿ ³atwo o miejsce na nocleg. 112 km.

    Dzieñ 19 (1.08.2004)

    O 5 obudzi³o nas stado owiec przechodz±cych tu¿ ko³o namiotu. Za nimi pasterz. Widzia³ nas przez siatkê - pozdrowi³ i poszed³ dalej. Postanowili¶my przejechaæ tego dnia wyspê Pag, potem promem do miejscowo¶ci Prizna. Krajobraz kamienistej pustyni. Po horyzont ani jesnej ro¶linki. Mijali¶my porozje¿d¿ane wê¿e (nawet do 1 m) - trzeba by³o uwa¿aæ tylko na ¿mije. Prom "Jadrolinija" tani (24 kn z rowerem). O 14.30 skoñczy³a siê woda i jedzenie. Ci±gle upa³. Do 18.00 (145 km) ¿adnego sklepu. Dojechali¶my do Senj. W nocy zacz±³ padac deszcz. Nie wyspa³em siê - wszystko piek³o i swêdzia³o. 153 km.

    Dzieñ 20 (2.08.2004)

    Wrócili¶my do Senj. ¦niadanie w porcie. Odbili¶my w kierunku Zagrzebia. Przed nami 2 prze³êcze (+698, +887). Ludzie znów nagminnie zaczêli machaæ (jaki¶ kierowca nawet salutowa³). Z Vratnika ostatnie spojrzenie na morze. Tu zacz±³ siê ju¿ normalny krajobraz. Przejechali¶my Karlovaè. Sen pod Zagrzebiem. W nocy s³ychaæ by³o dziki. Deszcz. 159 km.

    Dzieñ 21 (3.08.2004)

    Rano spotkanie z lisem. Minêli¶my Zagrzeb (kierowcy tu je¿d¿± bardzo szybko i niebezpiecznie). Granicê przekaraczali¶y w Letenye o 21.30.

    Wêgry

    Spali¶my zaraz za granic±. 171 km.

    Dzieñ 22 (4.08.2004)

    Kierunek Zalaegerszeg. Sen za Sarvar. 135 km.

    Dzieñ 23 (5.08.2004)

    Zrobili¶my wiêksze zakupy jedzenia przed drog± Austri±. W pa³acu (³adny w ¶rodku, z zewn±trz trochê zniszczony, du¿y ogród) w Fertöd odbywa³ siê festiwal muzyki klasycznej "Haydn at Esterháza". S³ychac by³o instrumenty æwicz±cych muzyków (pierwszy koncert by³ nastêpnego dnia). Niesamowita atmosfera. Do granicy by³a ¶cie¿ka rowerowa.

    Austria

    Spêdzili¶my wieczór nad Nezyderskim Jeziorem. Fajnie to wygl±da³o, jak ludzie stali w wodzie ponad 100 m od brzegu i zanurzeni byli do kolan (max. g³êboko¶æ 5 m). Austriacy to naród bardzo spokojny (nawet ma³e dzieci zdawa³y siê wiedzieæ, ¿e nie powinny p³akaæ czy biegaæ). Du¿o uprawiaj± sportów. Bezpiecznie je¿d¿± samochodami. Nad jeziorem ³adny zachód s³oñca. 87 km.

    Dzieñ 24 (6.08.2004)

    Wiedeñ. Zwiedzili¶my oprócz g³ównych zabytków te, które przeoczyli¶my w zesz³ym roku. Na Placu ¦w. Stefana spotkali¶my S³owaka - mima przebranego za anio³a. Powiedzia³, ¿e by³ rowerem w Pakistanie, Iranie, Turcji, Bu³garii. Poda³ du¿o praktycznych informacji dotycz±cych tych krajów (kto wie, mo¿e za rok?). Mówi³ co¶ o wspólnej podró¿y. Wymienili¶my siê adresami. Spieszy³ siê na poci±g do Bratys³awy. W katedrze Votivkirche o 19.15 poszed³em na koncert chóru "Dedham Choral Society" (muzyka A. Dvoøák). Janek wola³ poje¼dziæ jeszcze po starówce. Spali¶y pod Wiedniem, sk±d ³adna panorama na miasto noc±. 96 km.

    Dzieñ 25 (7.08.2004)

    Kierunek Brno. W Austrii prawie w ogóle nie ma lasów. Na granicy spotkali¶my Polaka wracaj±cego vanem do kraju: "Jaszcze taki kawa³, i to na rowerach? Zabra³bym was ch³opaki, ale ty³ mam zawalony".

    Czechy

    Spali¶my ko³o Lipuvki. Ognisko po¿egnalne;) 156 km.

    Dzieñ 26 (8.08.2004)

    Wstali¶my o 8.30. Sumperk. £adne rynki ma³ych miasteczek. Czeskie wioski wydaj± siê bardziej "zbite" od naszych.

    Polska

    Przej¶cie Prze³. Miêdzyleska. Pierwsze wra¿enie - u nas du¿o ludzi w³óczy siê po ulicach, nie maj±c widocznie nic ciekawszego do roboty. 143 km.

    Dzieñ 27 (9.08.2004)

    W nocy by³o zimno. O 14.30 byli¶my w Sobótce. Jeszcze tylko po¿egnalne zdjêcie i ju¿ by³em w domu. 103 km.

    << powrót

    Copyright 2010 © WyprawyRowerowe.org